Ełk - Nettetal: dziennik wyprawy - dzień pierwszy
Wreszcie 6 czerwiec. Startujemy o 9:00 z plaży koło "Białego żagla", jednego z naszych sponsorów. Ostatnie wywiady, gorące pożegnanie. Czuliśmy się jak gwiazdy filmowe. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że robimy wielką rzecz, podróż życia. Żegnali nas m.in.: Prezydent Miasta - Tomasz Andrukiewicz, Starosta Ełcki - Krzysztof Piłat, Dyrektor "Ekonomiaka" - Kazimierz Czepułkowski, dziennikarze, sponsorzy, rodziny. W chwili wypłynięcia wszyscy bili nam brawo. Niezapomniane chwile.
Po krótkim pożegnaniu, przy pięknej pogodzie, ruszamy na spotkanie przygody naszego życia. Upał niesamowity, płyniemy obok siebie przez Jezioro Ełckie, śmiejąc się i żartując. Kiedy tak płynęliśmy kilka metrów obok siebie powiedziałem: "Panowie, zapamiętajcie tę chwilę, może będzie nam dane płynąć tak obok siebie na jeziorze w Nettetal". Dopływamy do rzeki Ełk, gdzie na początku czekają na nas Michał Tyszkiewicz i Tomek Jaszkowski z TV Ełk - ostatni wywiad i w drogę. W Nowej Wsi Ełckiej mamy pierwszą przenoskę. Idzie sprawnie i po chwili znowu na wodzie. Płynie się przyjemnie, żadnego zmęczenia czy bólu. Słońce trochę dopieka, ale dajemy radę. Marcin robi zdjęcia jak oszalały: krowy, drzewa itd. Fakt, że okolica urocza. Za Prostkami miła niespodzianka - nie musimy przenosić kajaków, zastawa regulująca poziom wody podniesiona. Super. W Grajewie znowu wywiad:" redaktor Kalbarczyk z tamtejszego oddziału "Gazety Współczesnej" dowiedział się o naszej wyprawie i koniecznie chce z nami porozmawiać. Sława bywa męcząca. Upał cały dzień. Adam tradycyjnie spalił się na słońcu. Około 18:00 docieramy do Osowca, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg. Mamy specjalne pozwolenie Dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego na rozbicie namiotu. Przyjeżdża Marek Sobolewski - czwarty uczestnik wyprawy. Marek jedzie samochodem z całym bagażem, rozstawia namiot, gotuje wodę. Taki szef zabezpieczenia logistycznego. Oprócz tego świetny kompan: zabawny, z poczuciem humoru. Bardzo nam pomógł - szkoda, że tylko w Polsce. Dzięki Marunia!
Upał cały czas, mnóstwo komarów, dobrze, że jest off. Wyjście na brzeg makabryczne, ledwo daliśmy radę. Pokrzywy i inne piękne rośliny, zahartowały nam skórę na dzień dobry.
Spędzamy miły wieczór, którego gwoździem programu było strzyżenie na łyso. Marek ostrzygł nas na zapałkę. Wyglądamy jak rumuńskie dzieci.